|
LIST MAMY DO OLGI
Kochana Córuniu!
Mija już drugi miesiąc, odkąd Ciebie nie ma wśród nas... Wokół Twojego odejścia sporo nieprawdziwych informacji. Obiecałam Tobie i sobie, że zrobię wszystko, żeby wyjaśnić to, co tylko się da.
Wyszłaś z domu w sobotę, 26 stycznia, przed 16:00, ze swoją najlepszą koleżanką. Miałyście pospacerować sobie po mieście. Nie wiedziałam, że umówiłyście się z chłopakami, których spotykałyście już od pewnego czasu na basenie. Poprosiłam o musztardę, potrzebną mi na niedzielę. Zdążyłaś kupić przed spotkaniem, znaleziono ją w Twojej torebce po całym zdarzeniu. Poszliście nad Sołę, do lasku, mieliście dwie butelki szampana. Straszne miejsce - nie chcieliście, żeby ktoś was zobaczył. W pewnym momencie niespodziewanie odeszłaś, zostawiając torebkę. Dla mnie było jasne: zrobiło Ci się niedobrze, wstydziłaś się wymiotować przy wszystkich,Twój organizm był za młody na próby z alkoholem. Po paru minutach sama zadzwoniłaś do koleżanki: "jestem nad rzeką, kocham Cię". "Kocham Cię" - to nasz kod, po każdej kłótni, sprzeczce używałyśmy go, żeby powiedzeć, że się kochamy, że się nie gniewamy, że wszystko jest w porządku. Sama powiedziałaś, gdzie Cię szukać... poszli w drugą stronę. Było ok. 18:00, gdy usłyszeli od strony rzeki krótki, przerażający krzyk. Zabrali rzeczy i odeszli...
Jeden z chłopców próbował do nas zadzwonić, telefon stacjonarny był zajęty, na wiadomość od Ciebie czekała komórka, zawsze przecież na nią dzwoniłaś Ty i Twoje koleżanki.
Zaczęliśmy Cię telefonicznie szukać pół godziny później. Zanim dowiedzieliśmy się, że zaginęłaś, była 21:00. Gorączkowe poszukiwania nad Sołą, po 22:00 z pomocą policji i psa tropiącego.
Potem koszmarnie długi miesiąc poszukiwań: jasnowidz (zmarnowany czas i nasze siły), astrolog, wróżka, radiesteci. I modlitwy. I rozpacz pomieszana z cieniem nadziei.
Szukało Cię wiele osób. Niezawodni i pełni poświęcenia płetwonurkowie z OSP w Oświęcimiu wchodzili do lodowatej wody na każdy sygnał.
Znaleziono Twoje lusterko w miejscu, w którym prawdopodobnie wpadłaś do rzeki; stromy i piaszczysty brzeg obok...
Rozwiązany but był za mostem żelaznym. Mógł spowodować upadek do wody, w drugim, zawiązanym bucie dopłynęłaś przecież do Gromca.
Samobójstwo?! Do końca Twoja głowa była gorąca od pomysłów i planów tych bliskich - na ferie, i dalekich - na życie, pełno zapisków na ten temat w Twoich notatkach i wierszach. Byłaś przekonana, że Ci się w życiu powiedzie. No i musztarda w torebce - chciałaś wrócić do domu.
Na drugi dzień po znalezieniu Ciebie w Internecie pojawiła się wiadomość, że sekcja zwłok nie wykazała udziału osób trzecich. Ale czy to np. dowodzi, że nikt Cię nie popchnął? Po "przeczesaniu" Soły znaleziono bezwartościowe lusterko, a dwóch rzeczy mających wartość, np. komórki, nie.
Prosektorium. Na stole leżało DZIECKO, bezbronne dziecko...
Teraz każdy dzień jest dla nas walką o przetrwanie...
Niepotrzebna śmierć, zniszczone cenne życie. Mogę mnożyć przykłady na Twoje czyste i dobre serce, ogromną wrażliwość, dziecięcą ufność. Taką pozostaniesz dla wszystkich, którzy Cię kochają.
Kocham Cię, śpij dobrze - tak żegnałyśmy się przed snem.
Mama
P.S. Lubiłaś pisać. Mówiłaś, że to oczyszcza. Zostawiłaś po sobie sporo zapisków, wśród nich znalazłam i ten. To pisałaś o sobie:
Pewnego dnia mała dziewczynka, po pięknej gwieździstej nocy obudziła się, by znów wrócić do swych wielkich marzeń. Zawsze chciała być dobra. I w głębi duszy zawsze będzie ta małą grzeczną dziewczynką.
Każdy ma zawsze swoje pewne postanowienia. Mówi, co będzie robił, a czego na pewno nie zrobi. Człowiek nie rodzi się złym, tylko przez świat się takim staje. Co może taka mała istota, w tak wielkim świecie? Nie trudno dzisiaj być zagubionym, trudnojest być w pełni dobrym, by być wielkim. Niektórzy nie potrafią tej wielkości dostrzec. To nie pozycja i pieniądze. To nasza dusza, nasze serce, to jesteśmy my. Jednak są tacy, co utracili duszę, serce, utracili siebie. Na nieszczęście jest coraz więcej takich ludzi. I cokolwiek się stało, jest, czy będzie, co przyniesie los, ja nigdy tego nie stracę, bo wierzę, że ja jestem tym człowiekiem, co otrzyma "ten" dar od losu, łaskę Boga. Wierzę, że ja jestem tą osobą, która sama sobie to weźmie.
Boże, piszę do Ciebie ten list,
który jest mą modlitwą.
Daj mi proszę wiarę i siłę, by
przetrwać kolejny dzień, który
mi podarujesz łaskawy Boże
i by wykorzystać go, jakby był
tym pierwszym i ostatnim, by był to
dzień dla służby Tobie, Panie.
Trudno jest przejść przez życie bez
zbłądzenia, wiem, że czasem Cię
zawodzę, Panie, lecz proszę, pomóż
mi odnaleźć tę właściwą drogę i czynić
dobro, byś był ze mnie dumny.
Podaruj mi Boże kolejny dzień,
pomóż dojść do celu i wskaż,
jak mam go wykorzystać, by
pomagać innym. Przepełnij mnie sobą.
Wybacz, jeżeli błądzę. Podaruj mi swą łaskawość,
a na końcu mej drogi zabierz do siebie, Boże,
i pozwól być swym aniołem.
Amen
To list do Ciebie Panie,
me uczucia na papier przelane,
jednak nic nie wyrazi tego, co czuję.
Chcę dodać tylko: Boże - DZIĘKUJĘ !!!
Pragnąca być Twym aniołem
po prostu ja...
(8.04.2008 r.)
|