"Miłość: chwilowe obłąkanie, na które lekarstwem jest małżeństwo" (Ambrose Bierce)
Gości on-line: 15    
 
  29 marca 2017 - wschód: 6:27, zachód: 19:09
  Imieniny obchodzą: Wiktoryna, Cyryl, Eustachy
pokaż wszystkie

... czyli Okruchy życia przedszkolanek

24.06.2016

 

Zebrałyśmy się na drugim spotkaniu koleżeńskim, aby wspomnieć lata szkolne, aby patrząc na siebie odbudować w pamięci zdarzenia i chwile, które dane nam było spędzić w ławie szkolnej i internacie kęckiego Liceum Pedagogicznego dla Wychowawczyń Przedszkoli. To obecne spotkanie odbywające się w aurze pięknych majowo-czerwcowych dni ma mocniejszą wymowę, bo mija właśnie znamienna 50-ta rocznica, kiedy kończyłyśmy naukę, zdawałyśmy egzamin maturalny i kiedy z dyplomem opuszczałyśmy mury szkoły przy ul. Kościuszki, żegnane przez wychowawców i nauczycieli oraz młodsze roczniki uczniów. Naładowane wiedzą, pełne planów, skrytych marzeń, wkraczałyśmy w dorosłe życie. Teraz mimo woli dokonujemy jego podsumowania, oceny i czasami, myślami kierujemy się do naszych lat szkolnych i zadajemy sobie pytanie: Czy tak właśnie miało być? Czy powinno być inaczej? Zgodnie z zarządzeniem dyrektorki p. Olgi Chylowej byłyśmy zmuszone do noszenia szkolnego mundurka z tarczą na lewym ramieniu, ale ta tarcza nobilitowała nas wśród innych uczniów, byłyśmy wyróżnione mogąc ją nosić. Na tego typu spotkaniach koleżeńskich, świadomie, czy mimo woli, patrząc wstecz, odpowiadamy sobie na wiele pytań, wszak nasza młodość szkolna była bez komputerów, portali, facebooków, czatów, telefonów komórkowych i esemesów. Dlatego też nasza młodość przeszła ze zrozumieniem, z książką w ręku. Nie było bryków, ściągania z internetu, ale za to bardzo rozwinięte były kontakty interpersonalne, społeczne.

Szkoła na Kościuszki była dla tylko dziewcząt, mieszkałyśmy w internacie na 3 Maja i Kościuszki. W pamięci pozostały mi nazwiska uczących: śp. p. Władysław Droździk, nasz wychowawca w pierwszych latach nauki, nasi nauczyciele:prof. śp. p. Dyczkowski,p. Zieliński, p. Chyl,p. Maciejczyk, panie: Żakowska, Grzybowska, Kowalówka, Szpiech, Płonkowa, Małecka, Stachowa. Za naszych czasów dyrektorem szkoły była p. Olga Chylowa, a w internacie czuwała nad naszym bezpieczeństwem, p. Maria Fusek. Wyrabiała w nas ład i porządek, uczyła wzajemnego szacunku, kształtowała ducha dyscypliny. Z tych lat zachowały się fotki czarno-białe, małe, słabo czytelne, ale rozpoznajemy tam siebie. W 1966 r. zdałyśmy egzamin dojrzałości, równo w tysięczną rocznicę chrztu Polski. Większość z nas po wakacjach podjęła pracę w zawodzie, a więc ówczesne przedszkolanki, część z nas uczyła z kolei w szkołach podstawowych w nauczaniu początkowym. Niektóre zostały powołane na stanowiska dyrektorskie, inne do innych zawodów, jednak żadna z nas nie żałowała wyboru zawodu. Obecnie wszystkie już jesteśmy na emeryturach, tych ubogich zaliczanych do starego portfela.

Minęło dziesiątki lat od dnia ukończenia liceum. Dzięki inicjatywie organizatorskiej koleżanek mieszkających w Kętach, a więc Halinki Kubiczek-Grzyś i Ewuni Januszyk-Droździk organizowane są spotkania koleżeńskie. Bierzemy w nich udział, spotykamy się w kawiarni w Kętach, patrzymy na siebie i poznajemy wzajemnie, z dumą wspominamy naszych nauczycieli, ich pracę i poświęcenie dla nas w tych trudnych latach naszej nauki. Te spotkania nas wzajemnie umacniają, odbudowują związki koleżeńskie, to okazja konfrontacji ideałów wyniesionych ze szkoły z samodzielnym dorosłym życiem, teraz już babć i prababć.

Rozalia Ćwiertnia