| Jeszcze w pamięci mam ten moment kiedy Przewodniczący NSZZ "Solidarność" Janusz Śniadek wraz z kolegami z Komisji Krajowej wskazywał związkowcom (czyli także mi) "właściwy" wybór Prezydenta RP, a już dzisiaj dowiaduję się, że niektórzy liderzy regionów publicznie zalecają kolegom związkowcom udział w wyborach samorządowych. Na przykład Piotr Duda, lider śląsko-dąbrowskiej "Solidarności" publicznie formułuje swój pomysł na udział "Solidarności" w życiu publicznym i w polityce - twierdząc, że bez względu na listę oraz jej partyjny szyld, związkowcy powinni na tych listach się znaleźć, by po zdobyciu mandatu realizować zadania związkowe (inf. z onet.pl). Ciekawe..., ciekawe.
Kiedy włącza się telewizyjne i radiowe stacje, a nastawi ucha na retorykę tych "najprawdziwszych" twórców związku NSZZ, jedynych spadkobierców etosu solidarnościowego, to tam słychać przywoływanie potęgi związku. Padają słowa o wielkim, wspaniałym ruchu społecznym, który w pewnym momencie zasilało 10 mln członków. Kiedy organizowane są uroczystości "ku czci" - i wręcza się medale, wyróżnienia - tym najbardziej zasłużonym, wtedy prawo do organizowania uroczystości, eksponowania związkowych pamiątek, wydawania cenzurek moralności - kto zdrajca, a kto bohater - mają ci najprawdziwsi, ci niezłomni, ci którzy mieli przywilej, także z metryki, do bycia w centrum Wydarzeń Sierpniowych.
Sam będąc członkiem NSZZ "Solidarność" Pracowników Oświaty z dnia na dzień popadam w coraz głębszy "dysonans poznawczy". Bo z jednej strony widzę statut związku, ustawę o związkach zawodowych, udział związkowców w komisjach trójstronnych, negocjacje w sprawach pracowniczych, a z drugiej żwawe polityczne hasanie panów liderów, członków najpierwszych i najznamienitszych, których styropian był najtwardszy i jedyny słuszny - bo związkowy.
I nachodzi mnie taka myśl złożona i dość zawiła. Kiedy stają ci najpierwsi w oku kamery - szacowne Panie i Panowie Delegaci, Panowie Przewodniczący - kiedy wypowiadają się w sprawach publicznych, to wtedy mówią - my naród, "Solidarność" - wielki społeczny ruch. Mamy legitymacje od samego Narodu, mamy prawo mówić w imieniu Narodu, mamy nawet prawo oceniać historię, ludzi oraz ich życiorysy. Innym razem, kiedy szukają dostępu do władzy, dostępu do kluczowych ról społecznych, wtedy wyciągają statuty organizacji związkowej i ustawę o związkach zawodowych i wskazują swoje prawo do stanowienia o losach ludu pracującego. Raz więc legitymacją Panów Śniadka i jego kolegów - związkowych "hierarchów" - jest tradycja, historia, wielkie karty historii, a innym razem prawo związkowe, statut i zadania obrony praw pracowniczych.
I co raz bardziej nie wiem jakież to związkowe interesy mogliby realizować w samorządach zachęcani związkowcy. I zastanawiam się gdzie jeszcze mogliby związkowcy Pana Dudy i Pana Śniadka zasiadać? W jakich innych gremiach? Gdzie mogliby bronić praw pracowniczych? Skoro może to być samorząd i lista wyborcza dowolnego komitetu to być może kółko różańcowe też? Warto by przecież proboszcza też trochę złapać na "związkowe przywileje i umocowania społeczne". Wynegocjowałoby się w kościele pierwsze ławki przed ołtarzem dla związkowców - na przykład.
Oczami wyobraźni widzę też i słyszę, jak po tej mojej obrazoburczej refleksji ci najpierwsi z najpierwszych, steropianowi, zasłużeni zakrzykną zgodnie - i jak zwykle w steropianowych połajankach - a kim on jest, a gdzie on był w `80 roku? A siedział w "internacie", a narażał się? No nie. Nie siedział, bo miał 16 lat. No nie narażał się jakoś wallenrodycznie. Zatem jakie ma prawo się wypowiadać? Żadne. Nawet jeśli jest z "Solidarności" to zdrajca, bo związkowiec nie myśli, związkowiec wielbi etos i majestat stołka Pana Przewodniczącego.
Ale może się nie znam. Może wreszcie w polskim i cywilizowanym systemie demokratycznym powinna być władza: ustawodawcza, wykonawcza, sądownicza i związkowa, która stoi jako ten naród z Bożej Łaski ponad wszystkimi innymi. Bo nasz "związek jak lawa....".
(p.s. jeśli uznają Państwo, że jest to temat do dyskusji - zapraszam na forum portalu Kasztelania.pl)
Jacek Polak |