"Inteligencja nie daje gwarancji przyzwoitości. Przeciwnie, zaostrza konflikty wyborów moralnych" (Norman Davies)
Gości on-line: 22    
 
  25 stycznia 2015 - wschód: 8:26, zachód: 17:25
  Imieniny obchodzą: Tatiana, Paweł, Miłosz
pokaż wszystkie

Spotkania z Klio ... czyli GZO nr 5 (wrzesień) z 1930 r.

04.03.2009

 

 

Od redakcji Kasztelanii: kontynuujemy publikację wybranych fragmentów zacytowanych z pierwszych, przedwojennych numerów Głosu Ziemi Oświęcimskiej. Poniżej kilka tekstów z piątego, wrześniowego numeru z 1930 r. Zachowana została oryginalna pisownia tekstów.


OD WYDAWNICTWA

Na ogólne życzenie naszych Sz. Czytelników z dniem 1 października „GŁOS ZIEMI OŚWIĘCIMSKIEJ" ukazywać się będzie jako dwutygodnik z datą 1-szy i 16-ty każdego miesiąca.

Cena pojedyńczego egzemplarza wynosić będzie 30 gr. Prenumerata: rocznie zł. 6,- półrocznie zł. 3,- kwartalnie zł. 1.60.

WYDAWNICTWO "GŁOSU ZIEMI OŚWIĘCIMSKIEJ"


Memento zegarów.

Czas szybko mija. Godzina za godziną zbliżamy się do kresu, gdzie w obliczu śmierci będziemy musieli zdać sobie sprawę cośmy dobrego zrobili na tym świecie. Dobre uczynki sprawią nam ulgę, a złe wycisną łzy z oczu, będziemy chcieli je naprawić, jednak już będzie zapóźno...

I tak nie jedno moglibyśmy dobrego zrobić, gdyby nie nasze rodzime kłótnie, zazdrość i destrukcyjna krytyka, która w wielu wypadkach, oprócz kubła pomyj i śliny, kompletnie nic nie daje i tylko widzi interes osobisty, a nie ogółu.

Nam zgody potrzeba. Tak, zgody! A to nasze stare przysłowie: „Zgoda buduje a niezgoda rujnuje" powinno widnieć na rogu każdej ulicy i wisieć jako sentencja w każdym domu polskim.

W zgodzie, miłości i poczuciu narodowem można dużo dobrego dla społeczeństwa i kraju zrobić.

Niestety, u nas robi się wszystko wręcz przeciwnie. Szerzy się nienawiść, bunt przeciw własnemu Rządowi - ba! - nawet przeciw najwyższemu Majestatowi Rzeczypospolitej!

I w imię czego? - W imię jakich haseł? Czy dla dobra kraju, poprawy bytu ludu? - Gdzie tam. Własne interesa, fałszywa ambicja - żądza zrobienia karjery i stąd lekkich i wielkich źródeł dochodów - to po największej części te „najsławetniejsze" pobudki.

A te piękne mowy, te łzy fałszywe ronione nad niedolą ludu - to wszystko fałsz, kłamstwo najohydniejsze, a jedyną prawdą w tem jest interes własny jednostek!

Nie tędy droga! Nie przez rozdzieranie szat różnych „obrońców", nie przez knucie spisków i szerzenie nienawiści - prowadzi droga do poprawy doli ludu - tylko przez jedność narodową i wytężoną pracę wszystkich obywateli!

Raz trzeba z tem skończyć! Wymaga tego od nas powaga chwili.

Dlatego wołamy: Nie dajcie się wziąć na lep próżnych, demagogicznych słów, „pięknie oprawionych", ni hasłom nienawiści, które do przepaści prowadzą. Niech serca Wasze będą przy tych, co przyjdą Wam głosić jedność, miłość i pogodzenie!

Bo czas tak szybko ucieka.

Popatrzmy, cośmy zrobili dobrego przez tych 10 lat naszej niepodległości?

Tylko ciągłe kłótnie, dobijanie się o coś.

Najwyższy więc czas nawrócić z złej drogi, by kiedyś ci, co życie swoje dali dla Polski wolnej, niepodległej - nie zawołali zza grobu: „Przeklęci! coście zrobili z Polską?..."


O zjednoczenie się wygnańców i uchodźców ze Śląska Cieszyńskiego.

Od roku 1920 baraki w Oświęcimiu zamieszkują wygnańcy plebiscytowi ze Śląska Cieszyńskiego (z okręgu Polsko-ostrawskiego) i uchodźcy (z okręgu Frysztadzkiego), którzy w pamiętnych chwilach rozgraniczenia Śląska Cieszyńskiego, na dowód protestu zastrejkowali, aby w ten sposób dać wyraz swej przynależności do Macierzy. Po inwazji Czeskiej przeprowadzono we fabrykach redukcje tych wszystkich robotników i mimo interwencji ówczesnego Konsula Polskiego w Boguminie p. Bratkowskiego do pracy ich powtórnie nie przyjęto. W tych warunkach Konsulat Polski zmuszony był wysłać ich do baraków w Oświęcimiu, gdzie już przedtem znajdowali się wygnani przez Czechów w dniach 7 i 8 marca 1920 r. górnicy z okręgu Polsko-ostrawskiego.

Ci ostatni zamiast złączyć się w jedną organizację ogólną z Wygnańcami z okręgu Polsko-ostrawskiego, utworzyli własny komitet, który ich reprezentował i stan taki trwa do dzisiaj.

Ponieważ takie rozdwojenie okazało się wielce szkodliwe i utrudniało tylko należytą obronę interesów tak wygnańców jak i uchodźców - po 10-ciu latach postanowiono złączyć się w jedną wspólną organizację.

W tym celu utworzono specjalną Komisję porozumiewawczą i na dzień 7 września b. r. zwołano zgromadzenie ogólne wygnańców i uchodźców w celu zespolenia się.

Zgromadzenie zagaił p. Potoczny, a na Przewodniczącego Zgromadzenia wybrano p. Pociechę.

Po sprawozdaniu Komisji zabrał głos p. Razowski, który w swem przemówieniu nawoływał zebranych do zjednoczenia się w jedną spólną organizację. Cały szereg innych mówców również w duchu tem przemawiało. Niestety z powodu nieprzejednanego stanowiska pewnych członków Związku Uchodźców, którzy za wszelką cenę chcieli przeforsować statut i nazwę "Związku Uchodźców Śląskich" zebranie zostało rozbite.

Na tle ostrej wymiany słów powstało zamieszanie, a członkowie Związku Wygnańców opuścili salę, dając przy tem wyrazy uznania dla p. A. Razowskiego i p. M. Niezgody za ich dotychczasową pracę. Również wybrano pp. Razowskiego i Niezgodę do Komisji, która ma reprezentować Związek Wygnańców na zewnątrz.

Miejmy jednak nadzieję, że różnice jakie istnieją dadzą się wkrótce na drodze kompromisu załagodzić, a myśl zjednoczenia się wygnańców i uchodźców w jedną wspólną organizację dla obrony swoich praw i interesów - znajdzie urzeczywistnienie.

r.


O przyznanie dodatku drożyźnianego Pracownikom Państwowym w Oświęcimiu.

Pod powyższym tytułem umieściliśmy w naszem piśmie No. 3/4 artykuł i w przedmiocie tym otrzymujemy od p. Orłowskiego, prezesa Komitetu Międzyzrzeszeniowego Pracowników Państwowych następujące wyjaśnienie względnie uzupełnienie.

Przed kilkoma laty zawiązał się dla tej sprawy Komitet, którego działalność obejmowała m. Oświęcim, Baraki i Kolei. Sprawa jest słuszna, gdyż Oświęcim należy do najdroższych miast w Polsce zwłaszcza, że sąsiadując z bogatym Górnym Śląskiem ogałacany jest przez bogatszą ludność ze Śląska z wszelkich artykułów codziennego zapotrzebowania i w czasach zaborczych odbywało się to w drodze szmuglu, a obecnie dzieje się na drodze legalnej.

Z chwilą gdy miasto Biała, znacznie lepiej sytuowane, otrzymało dodatek kresowy, zawiązał się tutaj wspomniany na wstępie Komitet, który wypracował obszerny memorjał, dołączając do tegoż szczegółowe ceny artykułów codziennego użytku z Białej, Bielska, Katowic, Chrzanowa, Krakowa i z Oświęcimia.

Komitet wyłonił z swojego grona delegację, celem osobistej interwencji u władz miarodajnych, a w skład tej delegacji wchodzili pp. Orłowski (prezes) M. Baścik (sekretarz) Pasterniak i Pindur.

Delegacja przedstawiła sprawę w Województwie Krakowskiem, a następnie udała się do Warszawy, gdzie złożyła memorjały w Prezydjum Rady Ministrów, w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, Komunikacji, Oświaty, Poczt i Telegrafów, a w szczególności w Ministerstwie Skarbu, gdzie na godzinnej audjencji przyjął delegatów p. Viceminister Grodyński, który jako krakowianin znał stosunki panujące w Oświęcimiu i oświadczył delegatom, że proszonego dodatku „z rozmaitych względów" przyznać nie może, natomiast przyrzekł, że przy spodziewanej regulacji poborów zostanie Oświęcim zaliczony do wyższej klasy dodatku mieszkaniowego.

W póżniejszych czasach interwenjował prezes Orłowski kilkakrotnie w Krakowie i Warszawie, otrzymując zawsze tę samą odpowiedź. Przypominamy, że za czasów zaborczych pracownicy państwowi w Oświęcimiu otrzymywali dodatek t. zw. „graniczny".

W ostatnich czasach Komitet nie podejmował żadnej akcji, ufając, że miarodajne czynniki wglądną w krytyczne położenie pracowników państwowych w Oświęcimiu i na podstawie przedłożonych memorjałów załatwią pomyślnie tę piekącą sprawę.

Wypadałoby, aby Komitet zwołał ogólne zebranie, które o dalszej akcji w tej tak ważnej dla pracowników państwowych w Oświęcimiu sprawie, poweżmie odpowiednią decyzję. Wprawdzie krążą w Oświęcimiu głuche wieści o przyłączeniu w krótkim czasie powiatów politycznych Oświęcimskiego, Chrzanowskiego, Bialskiego i Żywieckiego do Górnego Śląska. Odpowiadałoby to historji, a pozatem powiększyłoby obszar Górnego Śląska, którego Województwo jak obecnie jest bardzo niewielkie.

Gdyby się to sprawdziło - zostałaby sprawa dodatku drożyźnianego dla pracowników państwowych w Oświęcimiu automatycznie załatwioną, gdyż siłą rzeczy musieliby oni otrzymać ten sam dodatek drożyźniany t.j. 40% poborów co otrzymują obecnie pracownicy państwowi na Górnym Śląsku.

Czy i kiedy to nastąpi nie wiadomo. Czas nas uczy, że wszelkie obietnice pozostają tylko „obietnicami".


ODGŁOSY.

Wyścig żebractwa.

Artykuł „Głosu Ziemi Oświęcimskiej" p. t. "Plagi egipskie" jest na czasie i zasługuje na głębsze ujęcie, wobec czego postanowiłem zabrać głos w tej sprawie.

Różne zbiórki uliczne są plagą naszego społeczeństwa. - Rok rocznie w każdą niedzielę zbiera się po ulicach datki pieniężne, jednak jak są te pieniądze wykorzystywane i na jaki cel je obracają różne związki, społeczeństwo o tem nie wie, bo żadnych sprawozdań nie ogłasza się w prasie.

Wobec tego byłoby pożądane, aby po Starostwach wszystkie puszki były ostemplowane, następnie odnośne kwoty były wciągane dla ewidencji do książki tak, aby w każdej chwili można było sprawdzić jak dany związek gospodaruje.

Zresztą wszystkie zbiórki są tak poniżające, że nazwałbym je nie wyścigiem pracy, ale wyścigiem żebractwa i służalstwa.

Jeszcze raz twierdzę, że zbiórki to nie praca społeczna, ale wyścig żebractwa. I to ma się nazywać wychowaniem społeczeństwa polskiego ? !

Wstyd !

Oświęcimianin.


Nieporozumienie pomiędzy gminą Oświęcim i Klucznikowice, na tle opłat szkolnych, zażegnane.

Na tle wnoszonych nieregularnie opłat szkolnych wybuchło nieporozumienie pomiędzy Gminami Oświęcim i Klucznikowice zwłaszcza, że zaległości gminy Klucznikowickiej wzrosły za kilka lat do poważnej kwoty.

W dniu 25 sierpnia b. r. zebrali się reprezentanci Oświęcimia i Klucznikowic na obrady celem załatwienia tego przykrego incydentu i zgodzono się na ustępstwa, a mianowicie Gmina Klucznikowice zobowiązała się bieżące opłaty szkolne z całą skrupulatnością do Kasy miejskiej w Oświęcimiu wpłacać, natomiast zaległość dozwolił Oświęcim wpłacić w trzech równych rocznych ratach. - Wydział Powiatowy dokona kontroli, ażeby zobowiązania Gminy Klucznikowickiej były skrupulatnie wypełniane.

Incydent został zażegnany dzięki interwencji Pana Starosty Zarzeckiego i obywatelskiemu zrozumieniu sprawy przez delegatów miasta Oświęcimia i stało się dobrze, gdyż inaczej około 100 dzieci z Klucznikowic nie mogłoby korzystać z nauki szkolnej, albowiem miasto Oświęcim mając zobowiązanie wybudowania nowego gmachu szkolnego musiało pozostać nieustępliwe i wykluczyć od nauki niewinne dzieci, których Gmina nie poczuwała się do spełniania przyjętych słusznych zobowiązań.


O poprawną nazwę ulic.

Mile uderza zwiedzającego Oświęcim fakt, że zaprowadzono tabliczki z liczbami domów i nazwami ulic. Błędnie jednak utworzono nazwę jednej z nich. Chodzi tu o ulicę "Klucznikowską". Jeżeli rzeczownik kończy się na -ice, to przymiotnik pochodny na -wicki. Przykłady: Katowice - powiat Katowicki a nie katowski, Mysłowice - ulica Mysłowicka a nie Mysłowska, Wadowice - powiat wadowicki a nie wadowski, Komorowice - ulica Komorowicka (w Białej) a nie Komorowska i t. d.

Jeżeli więc nazwa tej ulicy pochodzi od Klucznikowic, to nazwa jej winna brzmieć „Klucznikowicka" a nigdy „Klucznikowska".

W interesie poprawności języka ojczystego, należałoby tabliczki zmienić.

K.


Zakład XX. Salezjanów w Oświęcimiu.

Stare miasto Oświęcim posiadało dwa klasztory: Dominikanów i Franciszkanów, oraz Kościół św. Mikołaja.

Kościół św. Mikołaja i klasztor Franciszkanów leżał poza miastem, z których obydwa uległy takiemu zniszczeniu, że nawet śladu z nich nie zostało.

Jak przypuszczają klasztor wznosił się za Sołą po drodze do Bobrku, jednak miejsce jest trudno wskazać, bo żadne ruiny nie pozostały, które mogłyby świadczyć o ich prawdziwości.

W mieście na dzisiejszej ulicy Jagiellońskiej, gdzie mieści się Zakład ks. Bosko, Kaplica św. Jacka i Kościół N. P. Marji Wspomożenia wiernych znajdował się klasztor Dominikanów i kościół św. Krzyża, budowany w stylu gotyckim (niemieckim), który fundował książę Oświęcimski Władysław (1313-1326) z żoną swą, Eufrozyną wskutek uczynionego ślubu.

Sławny historyk i nauczyciel dzieci Kazimierza Jagiellończyka opowiada w swoich pracach, że był z kolei czwartym klasztorem tego zakonu „nobili fabrica murorum atere coctili aedificatum".

Kościół św. Krzyża był zbudowany w formie prostokąta, składał się z prezbiterjum, oraz jednej dużej nawy, której oś główna była skierowana od zachodu na wschód.

Klasztor był parterowy, połączony wokoło budowli klasztornych krużgankiem z kapitularzem.

W podziemniach prezbiterjum św. Krzyża spoczywają w złotych sarkofagach książęta i kasztelani oświęcimscy, o których to grobowcach wspomina nasz historyk Jan. Długosz (Lib. Xl str. 644).

Klasztor przechodził wielkie koleje: po wykończeniu dostał się w ręce polskich arjanów (sekta religijna założona u nas w Polsce przez Stankara i Fausta Sacyna, protegowana głównie przez hr. Stadnickich na Rusi), później w wieku XV najechany i zniszczony przez taborytów Jana Żiżki, zbrojnych zastępów czeskich, wyznających fałszywą naukę Jana Husa, który został spalony na soborze w Konstancji w roku 1574.

W wieku XVI opanowali klasztor na jakiś czas Kalwini, (sekta religijna założona przez Jana Kalwina w Szwajcarji. W Polsce mieli możnych protektorów w rodach Zborowskich i Radziwiłłów Nieświeżskich) którzy zamienili kościół św. Krzyża na zbór helwecki, (świątynię obrządku szwajcarskiego).

Po zbrojnem wypędzeniu najeźdzców przez szlachtę i wojsko biskupie, klasztor mógł się rozwijać spokojnie. Po kanonizacji św. Jacka Odrowąża w roku 1596 OO. Dominikani przebudowali dotychczasowy kapitularz, w którym odprawiali pacierze i kapłańskie narady, na kaplicę św. Jacka.

W tej kaplicy znajduje się tablica z czarnego marmuru, wystawiona przez Agnieszkę z Bibersztynów-Starowiejskich mężowi swemu Mikołajowi z Mstowa Mstowskiemu, który poległ w walce ze Szwedami w r. 1656.

W tym to roku miasto Oświęcim, klasztor, zamek i wszystkie kościoły zostały spalone przez Szwedów.

W roku 1816 dekretem kasacyjnym cesarz austrjacki Józef II zniósł je, a kościół i klasztor zostały sprzedane żydom. Co pisał o tem nasz rodak Jan Nep. Gątkowski w „Rysie dziejów Księstwa Oświęcimskiego" dowiedzą się Szan. Czytelnicy z łamów „Głosu Ziemi Oświęcimskiej". I tak "w r. 1872 kościół dostał się całkowicie w ręce żydowskie, obstawiono go stajniami, jatkami, składami węgla i nawozu. Wewnątrz kościoła stanęły kałuże a na miejscu niegdyś najświętszem urządzono skład nafty. Zakrystję zamieniono na sklepik żydowski, kaplicę św. Jacka na skład szmat". (25-lecie działalności salezjańskiej w Polsce).

Stan taki byłby trwał dosyć długo, gdyby nie wielka postać miejscowego ks. prałata Andrzeja Knycza, który był proboszczem w naszem mieście i który zmarł dnia 15 października 1902 r. bardzo ubogo, pozostawiając po sobie wielkie dzieło - Zakład Ks. Bosko, skąd wychodzą światli rzemieślnicy na całą Polskę.

Odbudowę poprzedziło jeszcze sławne objawienie Matki Boskiej na północnej ścianie ruin w dniu 31 maja 1894 podczas procesji w oktawę Bożego Ciała, którą spostrzegł jakiś chłopczyna i wołał: „Mamo, mamo, Matka Boska na ruinach"!

Objawienie widziało jeszcze kilka osób, których zeznania zostały ściśle spisane w osobnych protokółach.

Z początku została wykupiona kaplica św. Jacka, którą odnowił prof. Odrzywolski z Krakowa. Dnia 19 sierpnia 1894, w sam dzień św. Jacka zostaje poświęcona, na którą to uroczystość zjeżdża liczne grono duchowieństwa, przedstawiciele władz oraz kilkunastutysięczne rzesze ludu z okolic i Górnego Śląska, co daje początek odpustowi św. Jacka.

Dzięki ofiarności Komitetu obywatelskiego i pracy Ks. Andrzeja Knycza w r. 1895 zostają zakupione posiadłości podominikańskie a to: ruiny Kościoła św. Krzyża wraz z oficyną klasztorną i przyległemi parcelami, które zostają własnością kościoła. Ks. Andrzej Knycz będąc, jeszcze w Polance Wielkiej, przyobiecał Ks. Bosce zaopiekować się Zgromadzeniem św. Salezego z Turynu (Włochy) i je przeszczepić na grunt polski, co zaraz po wykupnie uczynił, nawiązując przez konsystorz w Krakowie rokowania z Ks. generałem Rucą, celem sprowadzenia tegoż zakonu do Oświęcimia.

I tak 15 sierpnia 1898 przyjeżdża do Oświęcimia Salezjanin Ks. Franciszek Trawiński, który rozpoczyna budowę dzisiejszego Zakładu XX. Salezjanów.

W roku 1901 zostaje poświęcony i oddany do dyspozycji zakonu jako pierwszy klasztor i zakład im. ks. Bosko w Polsce.

J. M.


Raz już potrzeba wytyczyć granice naszych ulic!

Potrzeba przyznać, że wszystkie miasta i wioski budowane u nas przez kolonistów na prawie niemieckiem mają bardzo estetyczny wygląd i są przestrzegane przez komisje budowlane...

Takie miasto miało rynek z ratuszem od którego szły proste ulice w różnych kierunkach aż do bram miasta: ulice dobrze brukowane, tak, że każdy miał pojęcie poczucia ładu i porządku i wzorował się na tem prawie, zwanem u nas w Polsce, magdeburskiem.

Nie potrzeba iść daleko tylko do Oświęcimia lub Zatora i przyglądnąć się dobrze rynkom, aby naocznie o tem się przekonać. Natomiast inne osady (Brzeszcze) są bądźto ulicówkami, bądźto okrąglakami, gdzie ulic albo niema albo są tak rozmieszczone że czasem trudno znaleźć dom znajomego, w dodatku brnąć po kostki w błocie nam potrzeba, że człowiekowi odechciewa się dalszych wizyt.

Jednak co mówić o osadach i wioskach, jeżeli w takich miejscowościach jak m. Oświęcim z siedzibą różnych władz państwowych i samorządowych i jego pobliskich wioskach w Brzezince, gdzie stacja nosi nazwę Oświęcimia 2, niema porządnych ulic i dróg.

Weźmy taką sprawę jak zejścia z mostu do biura Okręgowej Elektrowni (patrz No. 3-4 p. t. "O schody do mostu") którą to szkarpą dziennie setki kupców z miasta schodzi na stację i wraca; gdzie obecnie z wiedzą, czy bez wiedzy Komisji magistrackiej zabarykadowano wjazd i dojście do biura Elektrowni, dając swojem wyglądem świadectwo ubóstwa i wyrządzając obywatelom wielką szkodę.

Dziwimy się jeszcze, że Komisja nie zrozumiała, że z chwilą przyłączenia Brzezinki do miasta, ulica pójdzie w tę stronę, i ulica Ł. Górnickiego przybierze inny kierunek, nie taki jak obecnie posiada na polach Landaua do porządnej ulicy koło p. Klimczaka - TURA - Śledziarni i dworca kolejowego.

Byłoby bardzo pożądane, ażeby Wydz. Powiatowy w to wkroczył, bo wstyd, gdy nietylko nasi obywatele ale i obywatele Górnego Śląska w jarmarki muszą chodzić takiemi ulicami, które jeszcze upiększa błoto jesienne.

Raz radzimy Świetnej Komisji przejść się z miasta na stację kolejową!

A to po deszczu, gdy błoto...

Obywatel


Pochwała księstwa Oświęcimskiego.

Oświęcim grodem sławny - Zator sejmikami
A Kęty świętym Kantym, jakoteż targami,
Wadowice szczycą się mądrym Wadowitą,
Żywiec szerokim państwem, wieżą znamienitą.

Jest to pieśń ułożona niegdyś na cześć miast należących do Księstwa Oświęcimskiego, którą to warto przypomnieć wszystkim tym panom z powiatu wadowickiego, którzy dybią na całość naszego powiatu, szczególniej na naszą Zatorszczyznę.

Przyjdzie czas, wszystkie ziemie powrócą pod zwierzchność Oświęcimia, bo historja ciągle powraca pod inną postacią i zdobywa swoje.

Za nami jest historja, a za naszymi wrogami pusta demagogja.


W rocznicę Wielkiego czynu Legjonowego.

Przypadającą 16-letnią rocznicę Wielkiego Czynu Legjonowego, mianowicie wymarszu legjonistów z Oleandrów i przekroczenia byłej granicy zaborczej uczciło nasze miasto w dniu 6 sierpnia b. r. przy współudziale Związku Legjonistów, Strzelca i Kolejowego Przysposobienia Wojskowego w sposób uroczysty.

Po mszy uroczystej wygłosił podniosłe kazanie ks. Kanonik Skarbek, poczem odbyła się akademja na dworcu kolejowym.

Patrjotyczne przemówienie wypowiedział prezes Związku Legjonistów p. Mayzel.

W akademji wzięli udział chór kolejowy, który odśpiewał pieśni okolicznościowe, a także doskonała orkiestra kolejowa odegrała kilka utworów - nagradzana zawsze burzą oklasków.

Akademję zakończono wśród burzliwych oklasków, okrzykiem na cześć Marszałka Piłsudskiego.


JAN NEP. GĄTKOWSKI.

Zarys dziejów b. księstwa Oświęcimskiego i Zatorskiego.

A czy znasz ty bracie młody!
Twojej ziemi bujne płody –
Twe kurhany i mogiły -
I twe dzieje, co się śćmiły?

CZĘŚĆ I.

Ślad najstarszych osadników w tej krainie, ich obyczaje i usposobienie. X-965 r.

Szczepy ludów owej już dawno minionej przeszłości, w której młodociane swe kroki posuwały w świat dziejów powszechnych, są celem odkrycia podań o ich pierwostanie niczem innem, jak tylko dłużej przedmiotem domysłu. Im dłużej lud pozostał bez kształtu, bez wiedzy swojego powołania, tem mniej zostawił po sobie śladów byłego istnienia. Takim ludem byli naówczas starzy Słowianie. Rozmnożeni w pokolenia lekkim krokiem przechodzili z Azji do Europy, odpierając przeszkody strzałą lub oszczepem.

W zajętych miejscach żyli ubogo w porozrzucanych chatach, nie pod władzą jednego męża, tylko w gminowładztwie. Niektóre pokolenia wzrosły w naród potężny, a przed jego krokiem zdobywczym słabsze ludy ustępować musiały. Wśród gwałtownych napadów i stąd wynikłych pochodów, wśród zmian pobytu i zajmowania innych okolic, któż mógł natenczas zająć się badaniem dziejów niestałego ludu, nad którym wieki, niby cień nocny przed wschodzić mającą oświatą, ulatywały i niknęły.

Prawdziwy charakter tych ludów objawia. się dopiero po przyjęciu wiary chrześcijańskiej, która zbawienną nauką łagodząc obyczaje, ustaliła w nich sojusz życia towarzyskiego i olśniła ich cechą narodowości. W tym promieniu przedzierają mgłę okalającą ich niskość i wpadają w pogląd innych narodów, na stopie cywilizacji już wyżej stojących. Dopiero wtenczas odkrywa się ich życie, występują przez nich zajęte kraje, i rodzi się historja ich dziejów. Ale ta historja wypływająca ze źródeł obcych, zawsze była niedokładna, mniej autentyczna i dotąd podpadająca wątpliwości, dopóki naród sam nie górował oświatą, i dopóki nie znaleźli się w nim ludzie uczeni, którzy za godne uznali opisać jego dzieje i przechować je dla potomności.

W owym czasie, gdy Grecy i Rzymianie nad morzem Śródziemnem wielką rozwijali oświatę, istniały narody na północy i na wschodzie Europy jeszcze na niskim stopniu cywilizacji. Natenczas głoszono tylko dwa szczepy w tych krajach: Scytów na wschodzie i Keltów na Zachodzie. Później pojawił się między nimi szczep germański pod nazwą Markomanów, Kwadów i Hermundurów szerzący się od rzeki Renu aż po Wisłę. Równocześnie głoszono w tych stronach, gdzie dawniej Scytowie osiedli, sławny szczep Sarmatów. Sarmaci byli narodem słowiańskim, zajmującym kraje po Germanach ku wschodowi. Według podań Pliniusza pochodzić mają Sarmaci (lud wzroku jaszczurczego) od Medów, a pierwsza ich siedziba miała być nad rzekami Donem i Wołgą, nad morzem Azowskiem i górach Kaukazkich. Naród ten dzielił się na pokolenia pod nazwą: Sarmaci, Jazygowie, Roksolanowie, Jaksamaci, Alanowie i Osowie. Najdzielniejszymi z nich byli Jazyngowie. Ci bowiem już z Rzymianami krwawe, lecz nieszczęśliwe toczyli boje. Naszą krainę i przyległe okolice miało zająć pokolenie Osów. Osiadłszy na dolinach między rzekami do Wisły uchodzącemi, czczenie światła, ognia i wody w tych stronach zaprowadzili, a miejsca osad, jakiemi były niezawodnie Oświęcim, Sucha, Wadowice i Żywiec były siedzibą ich gminowładztwa i kapłaństwa. W pierwszym po Chrystusie wieku widziano także u stóp Tatr naród słowiański pod nazwą Winidów, Serbów i Horwatów. W nazwisku Winidów przebija się mocno wyraz Hindu, a z wyrazu Surbi (światło) pochodzić ma nazwisko Serbów. W Indjach czciciele światła Żyweniści, wyparci przez czcicielów wody Wisznuistów, rozlani po krajach religję swoją wszędzie zanieśli. Z wyrazu indyjskiego Wisznu wywodzić można nazwę Wisły a w nazwisku Sziwa rysuje się nazwa Żywca. Z wyrazu sanskryckiego "hara" (góra) wywodzą niektóre nazwiska Horwatów, Chrobatów nawet i Karpat, zaś z wyrazu "suaha" (światło) mogła powstać nazwa Sucha.

Te i tym podobne etymologje wyrazów dają dowód, że pierwsi tej krainy mieszkańcy mieli styczność z Medami i Persami.

Wielkie narodów pochody zmieniały w pierwszych po Chrystusie wiekach osady pojedyńczych ludów. W roku 307 po nar. Chryst. Winidowie i Serhi uszli z tych okolic. W tym samym wieku wdarli się Gotowie w tę krainę, i panowali nad nią przez czas niejaki, lecz wyparci przez Hunów, znowu stąd ustąpić musieli. Działo się to wszystko przed 8 wiekiem po Chrystusie, po którego upływie pozostałe słowiańskie narody utworzyły sobie w tych stronach państwo pod nazwą Chrobacji Wielkiej. (Chrobatia Magna). Państwo to rozciągało granice, według podań cesarza greckiego Konstantyna, z tej i z tamtej strony Karpat aż do szczepów germańskich, pod których zwierzchnictwem stać miało czas krótki. W VIII wieku, gdy wogóle ruch Słowian ustał, mieszkańcy naszych okolic już nie żyli w takich stosunkach jak dawniej.

Lubo zrazu każdy mąż był równy i wolny, jednakowoż majątek rozdrobniony i podupadły jednego przechodził w rękę drugich. Ztąd powstała różnica stanów. Kto się nie utrzymał przy całej własności, został kmieciem. Właściciele większych posiadłości urośli w dworzanów, później w szlachtę. U Germanów widzieli słowianie niewolę i panowanie. Od nich zapewnie nauczyli się urządzenia podobnego, co wielce dogodnem im być się zdawało dla prędkiego zebrania siły zbrojnej w przypadku odparcia swych nieprzyjaciół. Schwytanych jeńców zmuszano do uprawy roli i robót ciężkich, także do wykonania wszelkich posług, jakich komu było potrzeba.

Zuchwalsi darli się do wypraw wojennych, skąd im przybywało wiele łupów i niewolników. Gromadząc się około osoby herszta przywykli do noszenia broni, do porzucenia uprawy roli i do panowania nad drugimi. Stan żołnierski łączył się zwolna z dworzanami, a ci łączyli się z księciem. W wyprawach wojennych toczyli boje i łupili sąsiadów. Stąd początek rycerskiego stanu i szlachty. Rodrobnione narody słowiańskie pod swemi książętami nie znały jedności takiej, jaka bywa pod rządami Rzeczpospolitej, jedyna tylko narodowość i religja łączyła ich wspólnie ze sobą.

C. d. n.


Od wydawnictwa.

Po dłuższej, bo dwu miesięcznej przerwie „Głos Ziemi Oświęcimskiej" znowu znajdzie się w rękach naszych Sz. Czytelników.

Wierzymy, że Sz. Czytelnicy wybaczą nam zawód jaki im wyrządziliśmy, gdyż tylko ciężkie warunki materjalne zmusiły nas do tego kroku.

Wydając 1-szy numer „Głosu" dla wszystkich obywateli ziemi oświęcimskiej bez względu na przekonania polityczne, wyłuszczyliśmy na wstępie nasze credo czyli wyznanie. Zapraszaliśmy cały powiat i każdego naszego rodaka w kraju i na obczyźnie do współpracy, ufni, że istnienie pisma stanie się punktem honoru dla każdego obywatela ziemi Oświęcimskiej.

Spotkał nas niestety zawód.

Zamiast spodziewanej współpracy, poparcia - spotykamy na każdym kroku różne trudności dlatego tylko, że nie zaprzedaliśmy się żadnej partji, że na sztandarze naszym umieściliśmy hasło służenia wszystkim obywatelom bez względu na przekonania polityczne i przynależność partyjną - w duchu państwowym.

Własne pismo regjonalne musi istnieć. O celowości i potrzebie świadczą setki listów uznania, które otrzymujemy od rodaków z kraju i zagranicy.

A byt pisma będzie zapewniony wtedy, gdy wszyscy bez wyjątku będą je popierać, jednać mu nowych prenumeratorów, zasilać fundusz prasowy, zamieszczać w nim ogłoszenia - co jest podstawą bytu każdego czasopisma.

Aby więc uprzystępnić wszystkim obywatelom „Głos Ziemi Oświęcimskiej" postanowiliśmy cenę pojedyńczego egzemplarza obniżyć do 30 gr.

Tak skromna prenumerata napewno nie uczyni uszczerbku w budżecie domowym, a pismu zapewni byt i rozwój.


Korespondencja.

Kęty, 24 sierpnia 1930.

Z życia Legjonowego. Podniosła uroczystość poświęcenia Sztandaru Legjonowego przeżywało dziś miasto Kęty (Zachodnia Małopolska. Na uroczystość przybyli: im. premj. Sławka płk. Belina, im. Zw. Leg. z Krakowa Dr. Orzelski, z Województwa Naczelnik Wydziału Błażewicz, ze Stow. Rezerwist. kpt. Zamarski, poseł ziemi Wadowickiej Hyla, Starostowie Strzelbicki z Białej i Zarzecki z Oświęcimia, tudzież Oddziały Legjonowe z Krakowa, Wieliczki, Oświęcimia i Wadowic a także członkowie Hejnału Sokoła i Strzelca z Oświęcimia i z Białej - ci ostatni pod wodzą komendanta Pawełka. Po nabożeństwie w kościele parafjalnym odbyło się uroczyste poświęcenie sztandaru - okolicznościowe kazanie wygłosił ks. Proboszcz Włodek - do defilady przygrywała wyborna orkiestra kolejowa z Bielska, poczem nastąpił wspólny obiad. Pierwszy toast wniósł prezes miejscowego Zw. Leg. P. Czopek na podziękowanie licznie przybyłym gościom następnie zabrał głos płk. Belina podkreślając, że jakkolwiek legjoniści zadania swoje rzetelnie spełnili nie wolno im ustawać w dalszej pracy społecznej i organizacyjnej - pułkownikowi urządzono serdeczną owację legjonową, poczem przemawiali jeszcze naczelnik Wydziału Wojewódzkiego Błażewicz, poseł Hyla, Starosta Strzelbicki, imieniem miasta Kęt Dr. Dziewoński podkreślając w podniosłem przemówieniu, że idea która ożywiała naszych bohaterów żyje i nigdy nie zaginie - idea ta doprowadziła wrogów naszych, że zgodzili się na wskrzeszenie niezawisłego Państwa Polskiego. Podniośle również przemówił Prezes Zw. Powstańców Śląskich Kłusiński zaznaczając, że Śląsk do ostatniej kropli krwi gotów jest bronić granic Państwa. W końcu złożył życzenia Oddziałowi Kęckiemu Sekr. Zw. Legj. z Oświęcimia Leśniak i Prezesowa Stow. Obyw. Pracy Kobiet z Kęt p. Chodorowska. W międzyczasie dokonano otwarcia wystawy legjonowych pamiątek zebranych w Kętach. W czasie obiadu wniesiono kilkakrotnie toasty ku czci Pana Marszałka - przyjmowane każdym razem burzliemi oklaskami, przyczem przypominamy, że z początkiem roku 1915 po chrzście ogniowym przebywała I Brygada na zasłużonym wypoczynku wraz z swoim ówczesnym Komendantem a obecnym Panem Marszałkiem w Kętach. Wieczorem odbyła się ochocza zabawa taneczna.

Niemożliwość-możliwością.

Możliwością jest, aby nasze ulice otrzymały nazwy sławnych obywateli oświęcimskich, jak: ul. Jana Bebera, ul. Jana Sacranusa, ul. Syreńskiego, ul. Solikowskiego, ul. Ks. Andrzeja Knycza a szkoły św. Jadwigi i Wyspiańskiego, imienia Jana Nep. Gątkowskiego i Andrzeja Patrycego Nideckiego. Możliwością jest, aby stanął w rynku pomnik Łukasza Górnickiego, muzeum i bibljoteka regjonalna, powstał regjon. Związek obywateli ziemi Oświęcimskiej i jaśniał szeroko po dawnych ziemiach naszych, ale niemożliwością jest, aby to wszystko dzisiejsi obywatele zrozumieli.

Orzeł.


Odpowiedzi Redakcji.

Jeden z A. Z. O.: Korespondencja spóźniona, wobec czego nie może być wydrukowana.

Dział A. Z. O. zaprowadzimy. Prosimy o stałą współpracę.

Koło A. Z. O.: Wysłaliśmy.

WP. Róża K.: Nie mogliśmy zadość uczynić, bo pismo przez wakacje nie wychodziło. Bardzo W. Panią przepraszamy.

Oświęcimianin: Prosimy o dokładne dane, takie sprawy należy z miejsca piętnować.

Leopold Scherer. Rozpatrzymy.

Spytkowice: Brawo! Walczcie aż do zwycięstwa, bo alkohol to wróg naszego ludu. Jak dowiadujemy się staną wkrótce do walki i Monowice. Oświęcim będzie ostatni - ta centrala wódki.

WP. H. B.: Nowelkę prosimy nadesłać. Jeśli będzie dobra - chętnie zamieścimy.

Podolsze Ge. W wierszach WP. „coś" jest. Radzimy popracować jeszcze.