"Zdolność doznawania przyjemności jest dowodem siły" (Arystoteles)
Gości on-line: 25    
 
  25 listopada 2014 - wschód: 8:11, zachód: 16:48
  Imieniny obchodzą: Katarzyna, Erazm, Klemens
pokaż wszystkie

Spotkania z Klio ... czyli GZO nr 3-4 (maj-czerwiec) z 1930 r. (cz. 1)

22.02.2009

 

 

Od redakcji Kasztelanii: kontynuujemy publikację wybranych fragmentów zacytowanych z pierwszych, przedwojennych numerów Głosu Ziemi Oświęcimskiej. Poniżej kilka tekstów z łączonego (trzeciego-czwartego) numeru z 1930 r. Zachowana została oryginalna pisownia tekstów.


OD WYDAWNICTWA

Z powodów od nas niezależnych majowy numer „Głosu Ziemi Oświęcimskiej" nie ukazał się. Przepraszając naszych Sz. Czytelników za wyrządzony zawód, nadmieniamy, iż w przyszłości „Głos Ziemi Oświęcimskiej" będzie ukazywał się już regularnie.


Słuszne żądania pracowników państwowych w powiecie Oświęcimskim muszą być załatwione pomyślnie.

Dużo, że się tak wyrażę - narobiono swojego czasu krzyku w sprawie przyznania dodatku kresowego dla pracowników państwowych w powiecie oświęcimskim - uchwalano na wiecach rezolucje, wysyłano delegacje do Warszawy, no i jakoś... ucichło!

Pracownicy państwowi brną dalej w nędzy i długach, czekając z dnia na dzień, że może jednak Rząd zechce wejrzeć w ich położenie i krzywdę naprawić.

Czy jest na świecie coś więcej potulnego, bezradnego wyrządzanych wobec mu krzywd od tych mas pracowników państwowych, zdążających codziennie do szkół, biur, kolei i t. d., których - powiedzmy sobie prawdę - dziesiątkuje gruźlica?

Wynagrodzenia ich nieraz nie wystarczą na pokrycie nawet najprymitywniejszych potrzeb, cóż tu mówić o wielu innych, niezbędnych dla kulturalnego człowieka. Czy w tych warunkach pracownik taki może z pożytkiem pracować dla Państwa? A jakie z tego korzyści?

I tu jak przez mgłę przesuwają się przed oczyma spotykane często w dziennikach opisy: „Defraudacja".

Czy to nie ostrzeżenie przed przeciąganiem struny? W nierzadkich wypadkach to są ci słabsi, którzy zapominają o sumieniu, honorze - są rzeczy zbyt kuszące - upadają.

Nikt nie może pochwalać tych. Że jednak pozwoliłem sobie przytoczyć jeden z wielu wypadków, to tylko dla tego, aby wykazać jak deprawujący wpływ ma niezrozumienie przez odnośne czynniki - nędznych uposażeń pracowników państwowych, szczególnie w niższych stopniach.

Pracownicy państwowi zatrudnieni w Oświęcimiu są jeszcze w o tyle gorszym położeniu, że powiat Oświęcimski granicząc z bogatym Górnym Śląskiem, z którego - wystarczy przypatrzeć sią w dnie jarmarczne na przepełnione pociągi z Górnego Śląska - przyjeżdżają do Oświęcimia na zakupy, przez co i artykuły żywnościowe, które były dawniej tańsze, z chwilą przyłączenia Górnego Śląska z powrotem do Polski równe są już cenom śląskim. Co mówić o innych towarach, które czasem są tańsze na Śląsku niż w Oświęcimiu? (np. materje, obuwie i t. p.)

Pracownicy państwowi Województwa Śląskiego i z miasta Białej, wojew. Krakowskiego, pobierają 40 % dodatek kresowy. Bezwątpienia dodatek ten jest słuszny z uwagi na drożyznę, jakiej niema w innych częściach Polski, to jednak pozwolę sobie zapytać z jakiego powodu dodatku tego nie otrzymują pracownicy zatrudnieni w Oświęcimiu? Wszak koszta utrzymania w Oświęcimiu są conajmniej równe kosztom w Białej, czy w Województwie Śląskiem.

Miarodajne czynniki muszą wglądnąć w krytyczne położenie pracowników państwowych zatrudnionych w Oświęcimiu i naprawić krzywdę jaka została im zrobiona przez nieprzyznanie dodatku kresowego.

K. M.


Biją małe dzwony.

U nas nieraz biją dzwony.

Ot, biją i biją: niedziela, święta, pogrzeb, mobilizacja, zwycięstwo, pożar, biją... głos płynie daleko i kto żyw, to słucha.

Słucha i wie, że go wołają, aby dzielił się radością lub smutkiem! aby szedł na zew braci, którzy go potrzebują w każdej chwili i nikt jego nie lekceważy jako jednostkę, bo bez niej niema całości, niema siły, niema jedności i potęgi w narodzie.

Gorzej jest z dzwonem - ducha!

Tu są tacy, którzy głosu dzwonu nie lubią słuchać, jeszcze, gdy inni zapytują: Bracie, gdzie dzwonią? - mylny wskazują kierunek, byle odwrócić uwagę i nie dopuścić do jedności w Narodzie, bo to śmierć pasożytom i koniec panowania smętka.

A ten smętek jest wszędzie: w urzędzie, w sklepie, w fabryce, w biednym i bogatym... jest wszędzie i wszędzie.

Czy u nas w powiecie jest? - zapyta nas ktoś. Jest. Na prowincji mniej go widać, za to w mieście panuje wszechwładnie; dlatego w nr. 1 „Głosu Ziemi Oświecimskiej" zwracaliśmy uwagę na artykuł p. t. „Przedwiośnie ziemi oświecimskiej". I co myślicie ?

Tak, jak przypuszczaliśmy, smętek oburzył się i podwoił czujność w całej kołtunerji, która „przeszła" do przekonania, że szkoda ducha polskiego budzić, lepiej niech będzie tak, jak było in illo tempore.

Lepiej Wam.., my wiemy, ale przez masy kopiecie grób całej Polsce.

O podli, podli i przeklęci !... Kopiecie grób umiejętnie, udając wielkich patrjotów, działaczy, opiekunów obcej pracy, z której ciągniecie zyski i chcecie, aby każdy Was chwalił, poważał, był potulny, pokorny, duszą Wam, nie Ojczyźnie oddany?...

A wielki poeta nasz, Słowacki, powiedział: Biada, kto daje ojczyźnie pół duszy, a drugiej pół to dla szczęścia zachowa. Wy zachowujecie dla siebie nie pół duszy, ale całą: wszędzie interes Wasz, domysł, intryga, egotyzm i egoizm, a brać - to... czasem motłoch, czasem. bracia przy wyborach, od których później oddzielacie się murem chińskim.

W skrytości powiadacie tak: Polska - to my klika, bez nas nikt i nic wszystko dla nas i nic bez nas.

Żądacie honorów i czci ślepej, lecz zaco? Gdzie Polska w mieście - gdzie?

Polska - to ci, co w norach mieszkają, to ci, których pijaństwo niszczy, agentury obce buntują - to niewolnicy bici we własnym kraju... Wy o tem dobrze wiecie...

Więc dlaczego nie chcecie rozkołysać wielki dzwon? Dlaczego?...

Wy podli i przeklęci! ?

Swoje to święte - rozumiecie??

jm.


OŚWIĘCIMIANIE! Czy już wszyscy macie „Głos Zlemi Oświęcimskiej" w domu?

Czy nie zadaleko posuwamy naszą pobłażliwość?

W ostatnich czasach byliśmy niejednokrotnie świadkami różnych awantur, powstałych na tle wyzywającego zachowania się sprowadzonych z Czechosłowacji przez Dyrekcję Zjedn. F-k Masz. i Sam. czeskich pracowników, którzy zamiast wdzięczności za to, że tuczą się polskim chlebem, kiedy setki wykwalifikowanych naszych pracowników jest bez pracy, zmuszonych emigrować zagranicę, zamiast lojalności jawnie występują przeciw wszystkiemu co polskie, nie szczędząc nieraz obraźliwych słów, w rodzaju polskie ś... i t. p. że doprawdy trudno zrozumieć pobłażliwość naszych władz, które pozwalają na pobyt w granicach państwa tego rodzaju przybłędom.

I tak w dniu 17 maja b. r. o godz. 12.30 w nocy znowu kilku pijanych czechów wszczęło awanturę z szoferem dorożki samochodowej z tego powodu, że szofer odmówił zabrania do dodorożki ponad przepisową liczbę osób. Jak dalece posuwają się w swej bezczelności świadczy fakt, że nawet wobec przedstawiciela bezpieczeństwa pozwolili sobie na użycie obraźliwych słów pod adresem obywateli polskich.

Trudno poruszać nam tu wiele drobnych wypadów - stwierdzamy tylko fakt niesłychanego zuchwalstwa, aby zwrócić uwagę miarodajnych czynników na szkodliwość karygodnej tolerancji przy udzielaniu wiz wjazdowych do Polski, poprostu wrogom naszego państwa.

Mamy dosyć swoich należycie wykwalifikowanych sił roboczych, którzy krwią swoją znaczyli granice Polski - dziś we własnej Ojczyźnie nie mogą znaleźć pracy, a wrogi państwu element tuczy się na polskich obywatelach i śmie ich obrażać na własnej ziemi.

Oczekujemy, że władze nauczą tych panów lojalności wobec Państwa i jego obywateli i poszanowania narodowych uczuć, lub wskażą im drogę w kierunku Pragi.

Skończyć z pobłażliwością nareszcie!

Do sprawy tej powrócimy jeszcze w następnym numerze.

(K. M.)


Bez złośliwości.

Artykuł nasz omawiający sprawozdanie z działalności związku komunalnego w Oświęcimiu stał się powodem ataku na nas ze strony „Chłopskiego Sztandaru" organu P.S.L. „Wyzwolenie".

Nie mamy zamiaru prowadzić polemiki na temat słuszności jego twierdzeń, gdyż artykuł sam jest tak słaby i demagogiczny a obliczony jedynie na „efekt" u tych, co nie znają faktycznego stanu, że doprawdy szkoda byłoby czasu na „odpieranie ataku".

Pragniemy jednak stwierdzić, że streszczając to „nieszczęśliwe sprawozdanie" staraliśmy się poinformować opinję publiczną o pracach i zamierzeniach związku komunalnego w Oświęcimiu, który dopiero stawia, że się tak, wyrazimy „pierwsze niemowlęce kroki".

Nie twierdziliśmy bynajmniej, że podatki w powiecie oświęcimskim są niższe niż w innych powiatach, przeciwnie zaznaczyliśmy, że są dostosowane do ogólnie przyjętych w większości powiatach norm. Nie twierdziliśmy ani też nie twierdzimy, że działalność związku komunalnego w Oświęcimiu jest naprawdę idealną, gdyż po pierwsze nie da się to osądzić z 3 kwart. działalności tegoż, po drugie - trucino znaleźć dziś instytucję czy też człowieka, co nie popełnia takich, czy innych pomyłek, czy uchybień (nie wyłączając Panów z „Chłopskiego Sztandaru") a tem więcej - wszystkich bez wyjątku zadowolić.

W działalności naszej staramy się wszystko roztrząsać bez żadnych animozji osobistych, czy partyjnych - jedynie pod kątem interesów ogółu obywateli, nie zaś dla zaspokojenia ambicji tej, czy innej osobistości.

Jeżeli zajdzie potrzeba rzeczowej krytyki działalności powiatowego związku komunalnego w Oświęcimiu, zapewne nie omieszkamy zabrać głosu w tej sprawie.

Zatem, lepiej może będzie, Panowie, gdy zajmiecie się swojemi sprawami partyjnemi a nie rzucaniem błota w tych, co nie chcą być wyznawcami waszej „ewangelji".

(K. M.)


O uregulowanie ruchu automobilowego.

Ruch samochodowy zadomowił się bardzo szybko, jak zresztą w całej Polsce, w powiecie oświęcimskim, a zwłasza w samym Oświęcimiu, Oprócz licznych samochodów i taksówek kursujących pomiędzy dworcem a miastem, Oświęcim ma bezpośrednie połączenia autobusowe na przestrzeni Oświęcim - Chrzanów, Oświęcim - Wadowice i Oświęcim - Porąbka-Biała. Główną arterją ruchu w Oświęcimiu stanowi ulica kolejowa - miasto, kędy przewija się codziennie tysiące ludzi tam i z powrotem. Ten intensywny ruch automobilowy jest bezwątpienia wielkim postępem - cóż z tego kiedy, ani miasto, ani drogi nasze w powiecie nie są na taki ruch przygotowane. Gościńce nasze budowane na starą modę nie nadają się zupełnie na taki intensywny ruch samochodowy i na wypadek pogody objadają się tysiące mieszkańców ogromnym kurzem i prochem, który stwarza szybki ruch samochodowy, a chyba nie przyczyni się do zdrowia tysięcy ludzi zmuszonych odbywać drogę po ulicy kolejowej do miasta. Na wypadek deszczu przejeżdżające liczne samochody obrzucają przechodzących warstwami błota, wyrządzając im niepowetowane szkody.

Na liczne skargi wydane zostały zarządzenia stosowania w obrębie miasta powolniejszej jazdy, szoferzy jednakże do tych wskazówek się nie stosują i opisany stan trwa dalej.

Przypuszczalnie stan taki istnieje w całej Polsce, gdyż nietylko w powiecie Oświęcimskim gościńce nasze i drogi nie nadają się do tak intensywnego ruchu samochodowego. Sąsiedni Górny Śląsk posiadał zawsze znacznie lepsze od nas gościńce, a mimo to chcąc przystować je do wzrastającego i tam ruchu samochodowego, rok rocznie wstawia duże stosunkowo kwoty do uzupełnienia jakości swoich dróg - przykładowo i w tym roku przewidziane są dalsze roboty na przestrzeni około 100 kilometrów kosztem przeszło 20 miljonów złotych.

Państwa zachodnie, gdzie naturalnie również ruch samochodowy bardzo silnie się rozwinął, wykonują dotyczące prace przy stosowaniu emulsji bitomicznej, w Polsce prawnie chronionej pod nazwą „Szosfalt", a wytwarzanej z ropy zarówno krajowej, jakoteż meksykańskiej, bogatej w bitum. Powierzchniowe bitumowanie jest najczęstszym sposobem stosowanym przy wspomnianych robotach wytwarzając twardą powierzchnię drogową, wolną od kurzu i niedostępną dla błota. Bogaty Śląsk może sobie pozwolić na jaknajszybsze przystosowanie dróg i gościńców do wzrastającego z dniem każdym ruchu samochodowego - my w naszym ubogim powiecie oświęcimskim z tak intensywnemi wydatkami nadążyć nie możemy. Zanim jednakże drogi nasze przystosowane będą do tak dużego ruchu samochodowego - społeczeństwo nasze nie może być żadną miarą narażane na opisane powyżej szkody i uregulowanie ruchu automobilowego tak w naszem mieście jakoteż i w powiecie, czego się społeczeństwo od dawna w sposób stanowczy domaga - musi być na jakiejś drodze dokonane.

Aleksander Orłowski.


Plaga egipska.

Apel do p. Starosty powiatu oświęcimskiego.

Uczono nas w szkole różnych prawd, przykazań i warunków wiary św., jednak czasy się zmieniają a z niemi nasze piękne zwyczaje i obyczaje polskie, które przesiąkają jakąś dziwną, zgóry obmyślaną obłudną doktryną, która gotuje grunt do „lepszych czasów" nie dla nas, jak głoszą płatni agitatorzy „bezbożników", ale dla chwały i szczęścia spiskowców Wielkiego Anonimu.

Dekalog - X przykazań - ten zbiór świętych paragrafów zostaje podkopywany, poniewierany a 3 przykazamie Boskie: „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił" ignorowane przez różne sabatystowsko-adamickie zbiórki uliczne w niedziele i święta.

Pomimo, że przedwojenne myta, postojowe i mostowe poznikały, prą na nas różne „plagi egipskie" (Czy nie lepiej nazwać: „plagi oświęcimskie" dop. Red.) w postaci różnych kwiatków z bloczkami, z listami i z puszkami, tak, że w niedzielę lub w jakie święto trudno przejść spokojnie do kościoła: wszystkie ulice, ścieżki są obsadzone kwestarzami i kwestarkami, jakby jaka obława na złodziei, czy bandytów i już cię łapią: „Proszę... na oświatę, na sport, na wyjazd do Palestyny, na czytelnię, na dom cnotliwych dziewic... i licho wie, jak te wszystkie związki po wojnie się nazywają.

A cel, korzyść z tego?... Chyba brak prawdziwych obywateli polskich (po wojnie w każdem prawie mieście 2 narody: polski i żydowski i t. d.) brak takich polaków, jak Lange, Lelewel, Berek Joselewicz, Meizeles, Linde, polaków wyznania mojżeszowego, co czują po polsku - brak mieszkań a z nim nędza podziemna, pijaństwo, rozpusta; brak pracy, szkół powszechnych i zmysłu przedsiębiorczego, wśród mas robotniczo-chłopskich - jednem słowem sposobów i środków do życia.

Zapytacie, gdzie podziały się te tysiące? Poszły i pójdą na różne wydatki, zamiast stawiać domy i dawać warsztaty pracy, aby kwitł polski dobrobyt i ludzie mogli po amerykańsku żyć na własnej ziemi i nie wyjeżdżać zagranicę, na których miejsce przychodzą kukułki obce i podsuwają jajka w nasze gniazda rodzinne.

Co do świątecznych zbiórek - potrzeba raz na zawsze z tem skończyć; do zdobycia pieniądza prowadzą inne środki - praca.

Wszak to jest profanacją naszej tradycji!

I do tego żydzi i polacy zawzięli się na niedzielę... Ciekawi jesteśmy, coby powiedzieli nasi bracia żydzi, jeśliby my w sobotę, gdy wszyscy idą do bożnicy, urządzili, dajmy na to składkę uliczną na pielgrzymkę do Rzymu?

Napewno wyklęliby nas a prasa głosiła urbi et orbi o krzywdzie i profanacji uczuć religijnych.

Zamiast dokuczliwych zbiórek, uchwalmy raczej podatek (ho, ho! Dop. Red.) społeczno-oświatowy a uczucia religijne wzajemnie uszanujmy.

Głos Boga jest: „Pamiętaj,. abyś dzień święty święcił".

Zresztą może zabierze głos Przewielebne Duchowieństwo i Pp. Rabini, albowiem powiedziane jest: Co Boga, oddajcie Bogu...

Obywatel.


Piszcie do „Głosu", bo jego pracownicy nie mogą być wszędzie i wiedzieć, co gdzie się dzieje!

Obywatelu! Twoje sprawy zależą od Ciebie samego.


O schody do mostu.

W Krakowie z dworca kolejowego pod wiadukt prowadzą schody na ul. Lubicz i restauracji „Józefa" a w Oświęcimiu do biura Okręgowej Elektrowni idzie się do góry (Uwaga Panie 10 zł. kary czytał Pan? - Od Red.) jakby z doliny Kościelskiej na Czerwone Wierchy jednak już nie percią, ale wąwozem „Chin polskich" z Powiśla, którego wgłębienia od gościńca przez most, ciągle się powiększa, zamieniając nasyp lössowy na urwisko z pod Amuru w Mongolji.

Że schody są konieczne do mostu, chyba wskazują już nam objawy szalonego rozwoju autobusowego (tych należałoby w czasie słoty i kurzu nauczyć ostrożnej jazdy!) ruch uliczny w dnie jarmarczne, młodzież szkolna uczęszczająca do szkół w mieście i urbanizacja Zasola, które również chce mieć jakąś wygodę.

Pomijając już to, sam wygląd estetyczny ma swoje wymogi ze względu na ruch turystyczny, który z chwilą poparcia przez władze samorządowe regjonalizmu, wzmoże się i będzie przyciągał szerokie rzesze sympatyków i miłośników naszych dziejów, których niezadowoli to, co naszych tubylczych filistrów.

Trochę poparcia i zrozumienia przez naszych „ojców", na których to spada odpowiedzialność za losy naszego miasta.

A wiemy, że niektórym pp. radcom bardzo to „leży" na sercu i jak mogą tak starają się o nasze „dzienne sprawy".

Jeden z Zasola.


Uczeni polscy z Oświęcimia za Jagiellonów.

Jak wysoko stała oświata w naszem mieście w drugiej połowie XV wieku, warto przytoczyć słowa historyka Dr. Feliksa Konecznego (1896 r.).

„...Dzisiaj mała mieścina nad Sołą, miał Oświęcim za Jagiellońskich czasów dosyć znaczenia; położony na drodze handlowej wzrastał i bogacił się, a mieszczaństwo miał oświecone, pilnie garnące się do nauk. W spisach uczniów krakowskiego uniwersytetu co chwila spotyka się w tych czasach kogoś z Oświęcimia, a niektórzy z jego synów mieszczańskich zasłynęli nawet w historji, jako uczeni. Z Oświęcimia wyszło dwóch sławnych profesorów krakowskich w drugiej połowie XV wieku (a więc właśnie zaraz po przyłączeniu do Polski!) Jan z Oświęcimia starszy, zwany Beber i Jan z Oświęcimia młodszy, zwany po łacinie Sacranus, jeden z najlepszych teologów i filozofów swego czasu, który umarł w roku 1527 kaznodzieją i spowiednikiem Zygmunta Starego. Tegoż roku 1527 urodził się tu z ubogiej mieszczańskiej rodziny Łukasz Górnicki, później sekretarz biskupa krakowskiego Maciejowskiego, a wreszcie bibljotekarz Zygmunta Augusta, sławny pisarz, o którym uczą dziś we wszystkich szkołach polskich i każą czytać jego pisma. Stąd pochodził sławny przyrodnik Syreński, wielki botanik, poważany przez uczonych w Europie, stąd także był rodem Jan Dymitr Solikowslci, historyk. Mieszczańskiem dzieckiem z Oświęcimia był wreszcie urodzony w roku 1522 Andrzej Patrycy Nidecki, chluba polskiej nauki, największy w swoim czasie w całej Europie znawca pewnych starożytnych pism łacińskich (filozofa rzymskiego Cicerona), sekretarz królewski i kanonik krakowski, a wreszcie biskup inflancki. O Nideckim pisali i pisują osobne książki nietylko Polacy, ale też Niemcy i Francuzi. Jak na jedno małe miasto i na tak krótki czas, to dosyć? Któreż z miast ślązkich, nie będących pod polskiem panowaniem, może się tem pochlubić, co Oświęcim ?

Ale bo tez wysoka jego oświata zaczęła się dopiero od przyłączenia do Polski.

Czy miasto Oświęcim potrafiło godnie zachować w pamięci nazwiska tych móżów, wskazuje chyba jedna ulica Górnickiego; reszta to ulice bez związku z dziejami Oświęcimszczyzny, z wyjątkiem ulic Jagielońskiej i Józefa Piłsudskiego. A warto, bardzo warto, ażeby odżyła pamięć i świetność naszego grodu, a obywatelstwo przypomniało sobie dawny wygląd i dążyło temi drogami, co ich poprzednicy.

Jan Macek.


Utworzenie Komisji Egzaminacyjnej dla eksternistów rzemieślniczych i kupieckich w Oświęcimiu.

Z dniem 1 maja b. r. została utworzona w Oświęcimiu przez Kuratorjum Okręgu Szkolnego Krakowskiego Komisja Egzaminacyjna dla eksternistów rzemieślniczych i kupieckich. Przewodniczącym Komisji tej został zamianowany p. Józef Skarbek, dyrektor szkoły.

Terminatorzy, którzy z usprawiedliwionych powodów nie posiadają świadectwa ukończenia szkoły dokształcającej zawodowej publicznej lub równowartościowej, mogą otrzymać zezwolenie na składanie egzaminu ze szkoły dokształcającej, jako eksterniści, celem uzyskania świadectwa stwierdzającego posiadanie wykształcenia, uznanego przez państwowe Władze Szkolne za równowartościowe z wykształceniem, jakie daje ukończenie publicznej szkoły dokształcającej zawodowej.

Egzamin będzie się odbywał zasadniczo dwa razy do roku, w kwietniu i listopadzie. W razie potrzeby może Kuratorjurn wyznaczyć egzamin w innych terminach.

Podania o udzielenie zezwolenia na składanie egzaminu mają kandydaci wnosić do Kuratorjum Okręgu Szkolnego Krakowskiego. Do podania należy dołączyć: 1) krótki i zwięzły życiorys kandydata, napisany własnoręcznie, 2) metrykę urodzenia (wyciąg), 3) świadectwo ukończenia nauki rzemiosła, 4) 2 fotografje z poświadczeniem tożsamości, 5) dowód stwierdzający, że kandydat nie miał możności uczęszczania do szkoły dokształcającej zawodowej względnie jej ukończenia - jeżeli zaczął uczęszczać do szkoły dokształcającej - należy przedłożyć 6) dowód, dlaczego jej nie ukończył.

Na podstawie podania, Kuratorjum rozstrzyga o dopuszczeniu kandydata do egzaminu - Przewodniczący Komisji Egzaminacyjnej zawiadamia pisemnie kandydata o decyzji Kuratorjum i o terminie egzaminu.

Egzamin obejmuje dwie grupy przedmiotów: grupa A - przedmioty ogólnokształcące i pomocnicze i grupa B przedmioty zawodowe.

Egzamin ma się odbywać częściowo piśmiennie, częściowo ustnie i ma na celu stwierdzenie, że ogólny poziom przygotowania kandydata może być uznany za odpowiadający przygotowaniu kończących szkoły dokształcające zawodowe.

K.


TADEUSZ MITUSIŃSKI.

"Nowy kalendarz".

W pogoni za wynalazkiem, prawdziwie polskim, patentowanym wynalazkiem wpadłem na genjalną myśl. Pod wpływem propagandy „Tygodnia L. O. P. P.", w którym to tygodniu wszystko i wszyscy „lotnikują", czyli mówiąc fachowo „bujają" - postanowiłem i ja upojony chęcią i perspektywą podniebnych, przyksiężycowych bujań, pobujać, e... to jest polatać rączką po arkuszu papieru i wylać nań ową genialną myśl.

W Polsce posiadamy już moc patentowanych wynalazków, lecz są one mniej lub więcej naśladownictwem zagranicznych. Jedynie takie wynalazki jak „Patentowane głowy domowo - wykształcone", „Patent na automatyczne psucie opinji", „Patent na szkalowanie ludzi uczciwych", „Patent na zbieranie składek ulicznych" i t.d. i t. d. - są typowo polskiemi, jednak zagranicą są one mało znane: Pokusiłem się więc na wynalazek, który przysporzy Polsce sławy, stając w szeregu tych, co to... dyskiem, lupą... i t. d. roznieśli imię Polski.

Wynalazkiem tym jest „Kalendarz", który pragnie zreformować Liga Narodów, ustalając nawet wysoką nagrodę, a którego projekt zamierzam wysiać do Ligi, jako wybitnie polski.

Przed wysyłką pragnę projekt ten podać pod dyskusję P.T. Czytelników „Głosu Z. Ośw.", by ewentualnie życzenia uwzględnić. Nadmieniam, że mój „Kalendarz" nie jest wyłącznym mym wymysłem, ale jest wzięty i spisany przezemnie wprost z naszego życia i jako taki ma 100% szanse uzyskania aprobaty Ligi Narodów, a z aprobatą i dolarów, jako nagrody za projekt. Zasili się więc rynek finansowy i... oświęcimski, wzmoże się ruch budowlany na księżycu, wykończy się budowa linji komunik. Polska - Mars, wzmoże się handel (daję słowo!) i wzrośnie produkcja polskich perkali z niemieckiego jedwabiu, jednem słowem podrośnie tu, tam, wogóle. A wszystko to zrobi mój arcywspaniały „Kalendarz"...

Podział jego jest prosty. Dzielę rok (co to szkodzi!) na 13 miesięcy narazie, mogę jednak na zamówienie i za odpowiednią zapłatą podzielić na więcej, lecz. maksimum do 24 miesięcy, bo Rząd się sprzeciwia, obawiając się obciążenia budżetu poborami urzędniczemi. A więc narazie rok liczący 364 dni dzielę na 13 miesięcy, miesiąc na 4 tygodnie, a 7 dni. Nazwy miesięcy pozostawiam chwilowo te same, jedynie miesiąc 13 zowię „Nieznany".

Każdy miesiąc należy do pewnego Towarzystwa czy Zrzeszeń.

(Że to jest prawdziwe, a nie mój „lotnikowy" wymysł, radzę jechać do Krakowa, czy gdzieindziej, by się przekonać, że raz jest zbiórka na „Tydzień Akademika", drugi raz na „Tydzień Matki", potem „Ojca", „Babki", „Ciotki", "Teściowej", "Tydzień L.O.P.P.", "P.W." i t. d.).

„Genjalność" mej myśli polega więc na tem że obliczyłem owe „Tygodnie", których doliczyłem się nawet więcej niż 53 w roku, tak, że pewne „Tygodnie" wyznaczone mają tylko noce, i stworzyłem „Kalendarz".

Gdyby więc jakie Towarzystwo zechciało mieć wyznaczony w mym „Kalendarzu" tydzień - to niech do dni 10 zgłosi do Redacji „Głosu Ziemi Oświęcimskiej" swój akces, wraz ze świadectwem moralności, ubóstwa, szczepienia ospy, książeczką wojskową i przynależnością do gminy. Prośby po tym terminie odsyłane będą do Kasy Chorych do zbadania. Od orzeczenia Kasy Chorych" przysługuje Towarzystwu odwołanie się (na skutek mych specjalnych zabiegów) do „Kosza redakcyjnego".

Muszę jeszcze nadmienić, że dla pewnej kategorji ludzi, co to „ani orzą, ani sieją a zbierają", czyli jak się ich popularnie nazywa „warszawistów" przewiduje mój „Kalendarz" inny druk a to 6 dni w tygodniu naznaczone jest kolorem czerwonym (dzień wolny od pracy!) a 7-my czarnym, chociaż i ten dzień skłonny jestem drukować na czerwono, bo ze mną zrobić można wszystko, nawet więcej jak robi Rząd ze Sejmem.

A propos Sejmu. „Kalendarz" mój wyznaczył Sejmowi tylko 2 dni w roku a to: "Dzień Otwarcia"„Dzień zamknięcia", a to z tej racji, że jest to Towarzystwo za mało poważne, a jeszcze mniej przez ogół lubiane.

Zatem oczekuję do dni 10 na pisma, poczem projekt mój powędruje do Ligi Narodów... i wogóle!

c.d.n.